Pretekstem do tego tekstu jest spotkanie, ale jego prawdziwym tematem pozostaje wpływ, nie ten rozumiany jako widoczność, rozpoznawalność czy obecność w mediach, lecz ten cichszy, wcześniejszy i często znacznie bardziej realny, który zaczyna się w miejscu decyzji, w jakości odpowiedzialności i w tym, jak rozumiemy własną rolę w organizacji, w biznesie i w życiu.
Jakiś czas temu w przestrzeni publicznej pojawił się ranking MyCompany „Liderki przyszłości. Kobiety, które wytyczają nowe trendy w zarządzaniu”. Wśród wyróżnionych znalazły się Ewa Sowińska, niezależna członkini Rady Nadzorczej Orlen S.A i Angelika Cieślowska, Prezeska Zarządu DORACO. Tego typu publikacje zwykle domykają pewien moment: porządkują, nazywają, czasem nagradzają. Rzadziej stają się początkiem prawdziwej rozmowy. Tym razem stało się inaczej. Zamiast potraktować tę listę jako elegancki gest uznania, obie potraktowały ją jak pytanie. Skoro zostałyśmy zauważone, to co właściwie z tego wynika? Czy wpływ, który na co dzień bywa rozproszony, ukryty w procesach, decyzjach i odpowiedzialności, da się choć na chwilę połączyć we wspólnej refleksji?
Od impulsu do spotkania.
To właśnie z tego impulsu narodziło się śniadanie, do którego zaproszono nie tylko kobiety obecne na liście, lecz także kilka liderek spoza niej. Nie po to, by budować kolejną strukturę, nie po to, by ogłaszać manifest, lecz po to, by sprawdzić, czy za symbolicznym zestawieniem nazwisk stoi coś więcej niż medialny moment. Angelika Cieślowska podkreślała, że nie chodzi o tworzenie nowego formatu, lecz o sprawdzenie, czy wpływ, który każda z kobiet wnosi ze swojego świata, można połączyć we wspólną rozmowę o sprawach naprawdę ważnych.
Ewa Sowińska dopowiadała, że ten moment nie może skończyć się na publikacji, bo jeśli kobiety zostały zauważone jako wpływowe, to kolejnym pytaniem nie jest już to, kim są, ale co zrobią z przestrzenią, którą mają. Już w tym otwarciu było coś istotnego: żadna z nich nie mówiła o sukcesie jak o punkcie dojścia, lecz o zobowiązaniu. To przesunięcie z wyróżnienia na odpowiedzialność ustawiło sens całego spotkania. Anita Kijanka, Prezeska Strong Women in IT, mówiąco rankingu wspomniała, że nie był to ranking dla rankingu. „Chodziło o to, żeby pokazać kobiety, które robią rzeczy ważne, a często pozostają niewidoczne. Bo problem nie polega na tym, że ich nie ma – tylko że ich nie widzimy.” Moim zdaniem to odsłania mechanizm, który od lat działa niemal bezszelestnie. Rozmowa o wpływie bardzo często zaczyna się bowiem w złym miejscu. Zaczynamy od głosu, od widoczności, od obecności na scenie, w mediach, w debacie publicznej. Tymczasem wpływ zaczyna się znacznie wcześniej. Zaczyna się tam, gdzie podejmowane są decyzje. W sposobie, w jaki zarządzamy zespołami, jakie standardy uznajemy za nienegocjowalne, czy potrafimy łączyć wynik z odpowiedzialnością, rozwój z relacją, sprawczość z długim horyzontem myślenia.
Co to znaczy mieć wpływ?
Dane dobrze pokazują skalę tego napięcia. Z najnowszego raportu Women in the Workplace przygotowanego przez McKinsey i LeanIn (2025) wynika, że kobiety pozostają niedoreprezentowane na każdym szczeblu organizacyjnej drabiny, a w najwyższym kierownictwie zajmują zaledwie 29 proc. ról C-suite. Autorzy raportu podkreślają , że tempo zmian pozostaje zbyt wolne, by mówić o szybkiej drodze do parytetu. Z kolei wcześniejsze analizy McKinsey pokazały, że firmy z najwyższą różnorodnością płciową w zespołach zarządczych mają o 25 proc. większe prawdopodobieństwo osiągania ponadprzeciętnej rentowności, a przy zróżnicowaniu płciowym na poziomie rad nadzorczych to prawdopodobieństwo rośnie do 27 proc. To oznacza coś więcej niż tylko statystyczną korelację. Oznacza, że wpływ kobiet nie jest dziś postulatem ani „miękkim” dodatkiem do ładu korporacyjnego, lecz realnym zasobem organizacyjnym i gospodarczym. Problem polega na tym, że nadal zbyt często pozostaje on słabiej nazwany niż męski model przywództwa, mniej obecny w narracji i mniej widoczny w miejscach, które nadają sens działaniu.
Karolina Mitraszewska, Prezeska zarządu PFR Ventures, pracująca na styku technologii i transformacji, wskazłą, że „Siła nie zawsze polega na tym, żeby być na froncie. Czasem polega na budowaniu mostów i łączeniu ludzi wokół wspólnej wizji.” To zdanie można czytać szerzej jako odejście od modelu przywództwa opartego na ekspozycji, na rzecz przywództwa bardziej systemowego, długofalowego i relacyjnego. I być może właśnie ten typ sprawczości przez lata był kobietom bliższy: mniej widowiskowy, ale często bardziej trwały.
Dlaczego wpływ bywa niewidoczny?
Jako doradczyni w zakresie komunikacji zwróciłam uwagę na to, że komunikacja to nie jest tylko to, co mówimy na zewnątrz. To jest to, co wypływa z wewnątrz z wartości, z przekonań, z tego, jak rozumiemy swoją rolę jako liderki, liderzy. Nasz głos nie jest dodatkiem do wpływu, lecz jego konsekwencją. Nie chodzi o to, by mówić więcej. Chodzi o to, by mówić z miejsca, które jest wewnętrznie spójne z działaniem.
A jednak to właśnie na poziomie głosu ujawnia się jedna z największych nierówności. Global Media Monitoring Project pokazuje, że kobiety nadal stanowią wyraźną mniejszość osób obecnych w mediach jako źródła i ekspertki. W części analiz odsetek kobiet jako osób występujących lub cytowanych w przekazach informacyjnych pozostaje w okolicach jednej czwartej, a w obszarach takich jak gospodarka, polityka czy technologia bywa jeszcze niższy. To nie jest neutralne, bo ten, kto opowiada rzeczywistość, współtworzy jej znaczenie. (whomakesthenews.org) Kamila Cichocka, dyrektorka ds. operacyjnych Microsoft w Polsce, powiedziała jedno z bardzo mocnych zdań tego spotkania „W wielu obszarach to kobiety wykonują ogromną część pracy, ale to nie ich głos kształtuje narrację.” I nie jest to zdanie o ambicji. Jest to zdanie o odpowiedzialności za własny wpływ. Bo jeśli wpływ nie znajduje języka, z którego może wybrzmieć, pozostaje ograniczony do zamkniętej przestrzeni organizacji. Widoczność przestaje wtedy być kwestią komfortu, a staje się elementem sprawczości.
Czy umiemy mówić o tym, co robimy bez umniejszania?
Ta myśl wracała w różnych odsłonach. Kinga Zacharjasz, założycielka Inclue Business Consulting oraz NeuroLeadership Academy, powiedziała rzecz bardzo prostą, a zarazem niezwykle ważną: „Brakuje przestrzeni, w której kobiety mówią wprost o swoich osiągnięciach. Bez umniejszania, bez wstydu”, zdanie dotyka czegoś, co w kobiecej obecności publicznej pozostaje jednym z najtrudniejszych tematów. Nie chodzi przecież wyłącznie o dostęp do sceny. Chodzi także o zgodę na to, by własną drogę zawodową opisywać bez asekuracyjnego umniejszania, bez obowiązkowego dystansu, bez dopowiadania, że „to nie było aż tak ważne”. Brak tej zgody bywa kosztowny nie tylko dla pojedynczych kobiet, lecz także dla kultury przywództwa jako takiej. Nie była to jednak rozmowa o roszczeniu. Wręcz przeciwnie. Ewa Sowińska zauważyła, że często słyszy takie głosy, że „ kobiety nie są gotowe albo odmawiają. Ja też odmawiałam ale nie dlatego, że nie byłam gotowa. Tylko dlatego, że nikt nie chciał słyszeć mojego głosu.” Ewa powiedziała coś, co bardzo łatwo uprościć, a czego nie warto upraszczać. Mówi się, że kobiety odmawiają nie przyjmują propozycji wejścia do zarządów czy rad nadzorczych. Jak sama mówi, często słyszała, że sam fakt zaproszenia jest już wyróżnieniem, więc nie powinna wchodzić w dyskusję ani próbować współkształtować decyzji.To nie jest więc opowieść o braku ambicji, ale o odmowie wejścia w rolę, w której obecność jest możliwa, a wpływ pozostaje ograniczony. Można być przy stole i jednocześnie nie mieć przestrzeni na realny głos. W takich warunkach odmawianie nie jest wycofaniem, lecz świadomą decyzją.
I dopiero na tym tle widać drugi etap tej historii. Kiedy Ewa wchodzi do rady nadzorczej, nie wycofuje się, lecz konsekwentnie zadaje pytania, które początkowo nie mieszczą się w przyjętym schemacie i bywają odbierane jako zbyt szczegółowe czy nie na miejscu. W tym momencie widać, czym w praktyce jest wpływ nie jako deklaracja, lecz jako konsekwencja obecności, która nie zgadza się na bycie wyłącznie formalną.
Czy wpływ kończy się na nas?
Rozmowa bardzo szybko wyszła też poza sam temat kobiet i dotknęła szerszych pól odpowiedzialności. Anna Guillaume, członkini zarządu Chapter Zero France, mówiąc „wartość pozafinansowa wpływa na wartość finansową w sposób dramatyczny” uchwyciła zmianę, która w wielu organizacjach dopiero się dokonuje. To, co jeszcze niedawno traktowano jako obszar dodatkowy, coraz wyraźniej staje się częścią twardej logiki zarządzania. Nie dlatego, że tak każą regulacje. Dlatego, że bez tej perspektywy decyzje zaczynają być po prostu zbyt krótkowzroczne. Ewa Kołodziejska, reprezentująca Branżowe Centrum Umiejętności, wniosła do rozmowy perspektywę edukacji i rynku kompetencji. „Kształcenie kompetencji to dziś nie wybór, tylko konieczność. Jeśli chcemy się rozwijać jako gospodarka, musimy inwestować w ludzi systemowo i długofalowo.” Jej głos przesuwał rozmowę z poziomu indywidualnych historii na poziom infrastruktury przyszłości. Wpływ nie jest przecież tylko kategorią osobistą. Jest także pytaniem o to, jakie systemy budujemy i czy potrafimy myśleć o rozwoju kraju nie przez pryzmat jednego roku czy jednej kadencji, lecz w znacznie dłuższym horyzoncie. W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiał wątek Polski i odpowiedzialności za jej rozwój. „Ja bardzo wierzę w Polskę. W polskie firmy, w polskie marki. Mamy ogromny potencjał tylko musimy przestać go podważać powiedziała Kinga Zacharjasz. To nie był jedynie emocjonalny gest. To była bardzo konkretna diagnoza. Polska gospodarka nadal bywa opowiadana z pozycji niedowierzania wobec własnych możliwości, podczas gdy kompetencje, innowacyjność i siła adaptacji są dziś jednymi z jej największych zasobów. Angelika Cieślowska rozwinęła ten watek dodając, że „patriotyzm gospodarczy nie polega dziś na deklaracjach. Polega na codziennych decyzjach na tym, jakie firmy wybieramy i jakie rozwiązania wspieramy.” To jedno z tych zdań, które porządkują język.
Patriotyzm gospodarczy przestaje tu być hasłem czy publicystycznym ornamentem, a staje się praktyką odpowiedzialności. Wpływ przestaje być abstrakcyjny, a zaczyna być konkretny wpisany w decyzje konsumenckie, inwestycyjne, menedżerskie i strategiczne.
Nie zabrakło też wątków technologicznych. Kamila Cichocka z Microsoft Polska zwróciła uwagę na obszar, który dopiero zaczynamy rozumieć, mówiąc: „Dziś prawie wszyscy korzystają ze sztucznej inteligencji, ale firmy nie są gotowe robić tego w sposób bezpieczny. A to oznacza realne ryzyko.” Wpływ technologiczny bez odpowiedzialności staje się bardzo szybko ryzykiem systemowym. Eliza Kruczkowska, dyrektorka zarządzająca w Think Tank The Company, podkreśliła z kolei znaczenie opowieści o gospodarce: „Musimy zacząć pokazywać dobre historie polskiego biznesu. Bo dziś za często opowiadamy tylko te, które się źle kończą.” To ważne, bo wracamy tu do kwestii narracji jako narzędzia realnego wpływu. Jeśli nie umiemy opowiadać własnych sukcesów i własnych modeli rozwoju, zostawiamy przestrzeń dla narracji dużo uboższej opartej wyłącznie na kryzysie, błędzie lub porażce. Szczególną perspektywę wniosła Ewelina Rozpara, dyrektorka ds. marketingu i komunikacji w Business Centre Club wskazała, że zaczynamy rozumieć rolę wpływu jaki mamy wraz z dojrzałością zawodową i jest sygnał zmiany kulturowej. W pewnym momencie sukces przestaje być wyłącznie ruchem pionowym. Zaczyna być pytaniem o sens, kierunek i konsekwencję. A może właśnie o to dziś chodzi: żeby nie pytać, czy wypada, czy to nasza sprawa, czy ktoś sobie poradzi. „Dziś szczególnie istotne są dwie perspektywy: jako doświadczone liderki aktywnie wspierajmy rozwój młodszych pokoleń oraz budujmy kulturę współpracy z mężczyznami, opartą na komplementarności kompetencji, a nie na kontraście.”– podkreśla.
Czy potrafimy być obok, naprawdę?
Może ważniejsze jest coś znacznie prostszego i jednocześnie trudniejszego w praktyce. Czy potrafimy być obok? Obok kobiety, która walczy o swoje miejsce. Obok tej, która jest w trakcie procesu, a nie dopiero wtedy, gdy już tam dotarła. Nie symbolicznie, nie na poziomie deklaracji, ale realnie w obecności, w uważności, w gotowości do wsparcia. Bo to właśnie ta codzienna, niewidoczna lojalność buduje przestrzeń, w której wpływ przestaje być indywidualny, a zaczyna być współdzielony. Jak powiedziała Ewa Sowińska:
„Jeżeli obok ciebie jest kobieta, która walczy o swoje miejsce stań obok niej. Nie pytaj. Po prostu bądź.”
Co robimy z tym dalej?
Beata Mońka, prezeska zarządu i założycielka Art of Networking oraz Co-Founder Impactful Women Voices, nie tyle zakończyła spotkanie, co otworzyła jego kolejny etap. Podkreśliła, że jeśli chcemy poważnie mówić o wpływie, musimy wyjść poza zamknięte rozmowy i wejść do przestrzeni, w której głos realnie wybrzmiewa: autentycznie, spontanicznie, z doświadczenia, a nie z wcześniej przygotowanej narracji.
W tym kontekście wyraźnie zaznaczyła, że wpływ nie ma płci. Jak wskazała, impactful voice nie jest przypisany jednej grupie, powstaje tam, gdzie spotykają się różne doświadczenia, perspektywy i gotowość do współpracy kobiet i mężczyzn. To właśnie działając razem, nie tylko rozmawiając, tworzymy przestrzeń, która ma znaczenie nie tylko dla nas, ale także dla kolejnych pokoleń, z którymi już dziś powinniśmy wchodzić w dialog.
Dodała również: „Nie potrzebujemy kolejnych paneli, w których powtarzamy to samo. Potrzebujemy rozmów, które coś zmieniają – także dla tych, którzy ich słuchają.”
W tym duchu zaprosiła do udziału w Impactful Women Voices 9 kwietnia, nie po to, by odegrać kolejną przewidywalną scenę, lecz by wspólnie przenieść tę rozmowę do przestrzeni publicznej, zachowując jej najcenniejszą jakość: autentyczność i realne działanie.
A dzięki talentowi Dominiki Woźniak, fotografki, nasze spotkanie zostało uchwycone i to, co w rozmowach tego rodzaju często umyka: spojrzenia, zawahania, momenty napięcia, chwile pewności można przypomnieć sobie patrząc na zdjęcia.
To, co dzieje się między słowami, bywa czasem równie ważne jak same deklaracje. I właśnie dlatego z tego spotkania nie wyszła lista postanowień ani plan działania. Wyszło z niego coś znacznie cenniejszego wspólne rozumienie, że wpływ, który na co dzień bywa rozproszony, może w wybranych momentach stać się wspólnym głosem. Nie głosem jednorodnym, nie chórem powtarzającym tę samą formułę, ale wielogłosem opartym na doświadczeniu, kompetencji i odpowiedzialności. I być może właśnie w tym kryje się jego największa siła.
Nie w tym, co zostaje nazwane i zapisane, ale w tym, co zostaje z uczestniczkami — jako sposób myślenia, jako decyzja, jako cicha gotowość, by być obok innych kobiet wtedy, gdy to naprawdę ma znaczenie. Bo jeśli coś wybrzmiało w tej rozmowie szczególnie mocno, to właśnie to: że wpływ zaczyna się dużo wcześniej, niż go widać, ale nie powinien tam pozostawać.I że to od nas zależy, czy będzie tylko doświadczeniem czy stanie się także działaniem, które idzie dalej.
Widzimy się na: 1st Impactful Women Summit, 9 kwietnia, ALK, Warszawa
PARTNERS



